Po raz kolejny wybrałem się do Tajlandii, ale tym razem nie na rajskie wyspy ani na plaże, lecz w głąb kraju – na północ. To region, który zaskakuje swoją dzikością, górami sięgającymi 1600 metrów nad poziomem morza, krętymi drogami, wzniesieniami i zapierającymi dech w piersiach widokami. To miejsce pełne zakrętów, dżungli, roślinności i – oczywiście – pysznego jedzenia. Aż chce się jechać dalej i dalej.
Tym razem dotarłem samolotem z Bangkoku do Chiang Mai, gdzie wypożyczyłem motocykl. Idealnym wyborem okazała się Honda 500 – solidna maszyna, na której przejechałem ponad 3000 km w ciągu 10 dni. Średnio 300 km dziennie, ale z przerwami na zdjęcia, jedzenie i odpoczynek. Drogi w tym rejonie są doskonale utrzymane, a ruch nie jest duży, więc podróżowanie było czystą przyjemnością. Oczywiście, były też szutrowe ścieżki i nieco dziksze trasy, na których można było poczuć prawdziwą wolność. A kiedy opady były większe, nawet przeprawy przez strumyki i rzeki stały się częścią zabawy!
Podczas tej wyprawy udało mi się zwiedzić kilka parków narodowych, odwiedzić chińską wioskę na północy Tajlandii i poznać kulturę kobiet o długich szyjach, które żyją na pograniczu Birmy i Laosu. Zatrzymałem się również w miejscowości obok Złotego Trójkąta, czyli Golden Triangle, który jeszcze kilka dekad temu był centrum nielegalnych upraw haszyszu. Dziś to miejsce, gdzie uprawia się jedną z najlepszych herbat na świecie.

Warto wspomnieć, że to tereny z bogatą historią – 200-150 lat temu były niemal niedostępne, ale dzięki mądrości królowej, która zdołała przemienić ten region, dziś jest to areał pełen zieleni, herbaty i rolnictwa. Z górskich punktów widokowych można podziwiać Laos z wysokości 2000 metrów nad poziomem morza, co jest naprawdę niezapomnianym doświadczeniem.
W trakcie podróży odwiedziłem również takie miasta jak Lampang, Sukhothai, Chiang Mai, Chiang Rai oraz Pai. Każde z nich ma swoją unikalną atmosferę – od spokoju mniejszych miasteczek po tętniące życiem Chiang Mai, które zawsze zaskakuje swoją energią.
A jeśli chodzi o jedzenie… Tajlandia to prawdziwy raj dla smakoszy. Każdy posiłek to uczta – od aromatycznych curry po świeże sałatki, które potrafią rozbudzić wszystkie zmysły. Zdecydowanie najważniejszym punktem każdej podróży jest zatrzymanie się w lokalnej knajpce i spróbowanie czegoś, czego wcześniej się nie jadło. Moje ulubione danie? Zdecydowanie pad thai i świeże owoce morza, które smakują zupełnie inaczej niż te, które można dostać w Europie.
Podróżowanie po północnej Tajlandii motocyklem to świetna okazja, by poczuć prawdziwy klimat regionu, poznać jego historię i kulturę, a także przeżyć niezapomniane przygody na drodze. Jeśli planujesz wyprawę do tego fascynującego kraju, z pewnością nie będziesz zawiedziony!